Szkoła Podstawowa nr 1 w Katowicach

Śmierć

Jak wszyscy to wszyscy:

- Przedszkole - Katowice Giszowiec
- Szkoła Podstawowa nr 51 im. Fryderyka Chopina Katowice-Giszowiec
- Gimnazjum im. Jana Pawła II w Twardorzeczce koło Lipowej/Żywca
- TERAZ - LO im. Mikołaja Kopernika w Żywcu, klasa o profilu matematyczno-językowym



Podstawówki kuszą sześciolatków

Sześciolatki nie muszą iść od września do szkoły, chyba że upomną się o to rodzice. Dyrektorzy ślą do nich listy i zapraszają na spotkania, próbując przekonać do takiej decyzji.
Każdy sześcioletni uczeń to dla podstawówki dodatkowe pieniądze i powód do dumy.

Z powodu kryzysu w gruzach legły plany Ministerstwa Edukacji Narodowej, by od września posłać część sześciolatków do pierwszych klas, zamiast do zerówek.
Reforma została przesunięta o rok, a teraz do podstawówek pójdą tylko te maluchy, których rodzice sami o to zawnioskują. Dyrektorzy postanowili, że tak łatwo nie zrezygnują z dodatkowych pieniędzy (każdy uczeń to większa o około 3 tys. zł subwencja oświatowa). Motywowani przez urzędników miejskich, którym zależy, by sześciolatki zwolniły miejsca w zapchanych przedszkolach, rozpoczęli kampanię reklamową.

W zeszłym tygodniu Kamila Malcharek na drzwiach swego bloku na będzińskim osiedlu Górki Małobądzkie zobaczyła zaproszenie do Szkoły Podstawowej nr 11. Adresowane było do rodziców dzieci, które w tym roku kończą sześć lat, a więc także i do niej. Kamila trochę się zdziwiła, bo Górki nie należą do rejonu "jedenastki", tutejsze dzieci chodzą do pobliskiej "jedynki".
- Nie planowałam posyłać Patryka do pierwszej klasy, ale pomyślałam, że warto zobaczyć, co szkoła ma do zaoferowania - mówi.

Dyrektorka Jadwiga Janusz-Sender zaprosiła dzieci na zajęcia plastyczne i ruchowe z kolorową chustą animacyjną. Rodziców oprowadziła po klasach i wyświetliła im prezentację multimedialną o swojej podstawówce.
- Dowiedzieliśmy się, że w szkole już jest zerówka, że dzieci nie muszą dźwigać ciężkich tornistrów, bo każde ma własną półeczkę na pomoce naukowe, zobaczyliśmy nowocześnie wyposażone sale, np. do gimnastyki korekcyjnej z suchym basenem, wypełnionym plastikowymi piłeczkami - mówi Kamila.

Rodzice nie dali się tym oczarować. Chcieli praktycznych informacji: jak długo można zostawić dziecko w świetlicy i czy w szkole serwowane są ciepłe posiłki. W odpowiedzi usłyszeli, że świetlica jest czynna do 16.00, a kucharki codziennie gotują dwudaniowe obiady. Kamila zaczęła się wahać.
- Chciałam rozważyć na spokojnie za i przeciw, ale Patrykowi tak spodobały się zajęcia, że wciąż pyta, kiedy pójdzie do szkoły. Jak mam mu wyjaśnić, że godzina zabawy to nie to samo co codzienna nauka? Trochę żałuję, że na spotkanie nie poszłam sama - mówi.

Spotkanie reklamowe zorganizowała w swojej szkole także Halina Wiencek-Kipka, dyrektorka SP 22. Każdy rodzic sześciolatka, który mieszka w rejonie szkoły, otrzymał pocztą imienne zaproszenie. Osoby, które z niego skorzystały, zostały oprowadzone po szkole i usłyszały o jej kameralnym charakterze.
- W salach, w których zajęcia mają uczniowie klas I-III, są kąciki rekreacyjne wyposażone w dywan lub kanapę do zabawy, odpowiednie mebelki - zachwalała Wiencek-Kipka, dodając, że nie warto trzymać dzieci pod kloszem.

Szkoły reklamują się też w internecie. Na uruchomionym w poniedziałek ministerialnym portalu www.6latki.men.gov.pl bielska Szkoła Podstawowa nr 2 Towarzystwa Szkolnego im. Mikołaja Reja chwali się m.in. zajęciami z bibułkarstwa i florystyki, języka migowego czy decoupage'u. - Po co trzymać dziecko w domu, skoro w szkole może się rozwijać? - pyta dyrektorka Maria Kajkowska.

Urszula Makselon, rzeczniczka katowickiego kuratorium oświaty, chwali takie akcje.
- Dla rodzica, który ma sam zadecydować, czy posłać dziecko do szkoły, ważna jest rzetelna informacja. Otwierając drzwi podstawówek, dyrektorzy dają im szanse sprawdzenia, w jakich warunkach dziecko może się uczyć - mówi Makselon.


Gazeta Wyborcza Katowice





Tornistry są dla dzieciaków ciężkie jak sztangi

Co dziewczynki mają w tornistrach? Książki i zeszyty, ale czasem też... prostownice do włosów. Tornister rekordzistki z Gliwic ważył 8 kg. Chłopcy mają nieco lżej, przy czym uczniowie ze szkół niepublicznych dźwigają do szkoły znacznie więcej.
Zawartość tornistrów uczniów szkół podstawowych przeglądała Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Katowicach. Inspektorzy zważyli tornistry w wybranych szkołach na terenie gmin i powiatów województwa śląskiego. Ważenie w ramach akcji "Lekki tornister" trwało jeden dzień. Zawartością tornistra chwalili się przede wszystkim najmłodsi z klas 1-3 oraz szóstoklasiści.

- Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia ciężar tornistra nie powinien przekraczać 10 proc. wagi dziecka. Ale jak się okazuje, są zdecydowanie cięższe, zwłaszcza u dziewczynek. To jest tak jak z torebkami: każda kobieta nosi w niej rozmaite rzeczy - mówi Beata Kempa, rzeczniczka WSSE.

Normy są różne, bo tak naprawdę żaden przepis nie reguluje w Polsce dopuszczalnego ciężaru tornistra. Pediatrzy uważają, że dziecko nie powinno dźwigać więcej niż 3 kg, z kolei normy unijne dopuszczają najwyżej 2 kg. Inspektorzy jednak posłużyli się zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Okazało się, że najcięższe tornistry mają uczniowie z Raciborza, Bielska-Białej, Myszkowa i Gliwic. Rekordzistami są ośmiolatki z Myszkowa: tam średnia waga tornistra to 4,5 kg, a waga samego dziecka nie przekraczała 29 kg. Problem wagi ciężkiej mają także uczniowie klas trzecich ze szkół niepublicznych z Bielska-Białej. Ich tornistry ważą średnio 4,7 kg.

- Najciekawiej było w Gliwicach. Jedna z uczennic klasy szóstej dźwigała na plecach aż osiem kilogramów, a chłopak sześć. Z obserwacji inspektorów wynika, że dzieci, które pakują tornistry pod okiem rodziców, noszą tylko potrzebne rzeczy. Pozostali wrzucają tam wszystko, łącznie z całym kompletem podręczników, półlitrowym termosem z herbatką, a nawet albumem, ważącym 2 kg. Nie zawsze jednak wina leży po stronie dziecka. Okazuje się, że sporymi ciężarami są także mokry strój i ręcznik, które trzeba zabrać do domu po basenie - dodaje Kempa.

Po zważeniu tornistrów sanepid wysłał do szkół apel z prośbą o przeprowadzenie rozmowy z rodzicami uczniów.

W Szkole Podstawowej nr 59 w Katowicach nie czekali na akcję. Od zeszłego roku uczulają dzieci i rodziców. Niedawno higienistka na polecenie dyrektorki przyjrzała się plecakom.

- To nasz priorytet. Dowodem na to jest nagroda dla naszej szkoły w konkursie "Trzymaj formę", organizowanym przez sanepid. Podczas ważenia okazało się, że pusty plecak waży od 25 dkg do 1,5 kg. Kiedy uczniowie wrzucili do niego wszystko to, co ze sobą przynieśli z domu, waga wskazywała od 4 do 6 kg. W niektórych były nawet samochodziki na resorach - opowiada Barbara Gruca, dyrektorka podstawówki.

Odbyło się też w szkole spotkanie z rodzicami. Dyrektorka apelowała, żeby nie kupować dzieciom brulionów stukartkowych w twardej okładce tylko dlatego, że są kolorowe. - Zeszyty szesnastokartkowe są lepszym rozwiązaniem - uważa.

Kolejnym posunięciem będzie zorganizowanie podręczników tak, aby jeden pozostawał na szkolnych ławkach. Jeśli plan się powiedzie, dzieci nie będą musiały nosić książek do szkoły.

Katarzyna Piotrowiak

Copyright (c) 2009 Śmierć | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.